Kris był poważnym młodzieńcem o błękitnych oczach, oraz ciemnoblond włosach, z siwymi pasemkami, od stresu. Jego figura była dobra, choć, według siebie ważył za mało, lub jak czasami lubił żartować, jest zbyt wysoki. Od kiedy wybuchła wojna rzadko kiedy rozstawał się ze swoim pistoletem, który był przy jego prawym boku, a także ukrytym z tyłu nożem. Nie ufał ludziom, a przynajmniej większości. Nie był lubiany już cztery lata temu, przed rozpoczęciem konfliktu, ale teraz, gdy mijała osiemnasta rocznica jego narodzin, był jeszcze bardziej zamknięty w sobie. Miał jednak dwóch przyjaciół, Philipa, oraz Erica.
Ten pierwszy był o rok starszym brunetem, z brązowymi oczami. Był nieco wyższy od Krisa i bardziej rozrywkowy. Posiadał talent do znalezienia powodu do śmiechu, nawet w momencie, gdy mógł umrzeć. Mimo to potrafił ratować życie, a udowodnił to ratując czternastoletniego, bezbronnego chłopca, którego nawet nie znał z rąk oddziału patrolującego ulice miasta. Właśnie wtedy się poznali.
Eric był natomiast rówieśnikiem Krisa. Był on niewysokim szatynem, o zielonych oczach, który znał naszego bohatera, od początku szkoły. Zawsze sobie wzajemnie pomagali. Razem przez pierwsze trzy miesiące wojny błąkali się po lasach, chcąc przeżyć.
Był lipcowy wieczór, a zwyczajem Erica było składanie życzeń z okazji urodzin Krisowi, jednak tego dnia się tego nie doczekał, ani telefonicznie, ani wprost. Nic też nie słyszał o nim od przedwczoraj, gdy razem wrócili z polowania, które o dziwo nie było zakazane, przez Nevergir, czyli jedną z najpotężniejszych i najokrutniejszych frakcji na arenie międzynarodowej. Ich siedziba była w Berlinie, dawnej stolicy Federacji Narodów Walczących, ostatniej organizacji walczącej w Europie.
Gdy wybiła dwudziesta druga Kris usłyszał dźwięk telefonu. Szybkim krokiem podszedł do niego by go odebrać, ale zamiast głosu swojego przyjaciela, usłyszał tylko jedno słowo. "Potrzeba". Z początku nie wiedział co to ma znaczyć, ale po chwili przypomniał sobie o ustalonych trzy lata temu sygnałach i szyfrach. Ludzie z Nevergir pozwalają na krótką wiadomość do wybranej osoby, gdy kogoś złapią, wszystko zaczęło mieć sens... bardzo zły sens.
Na strzelbie myśliwskiej nie mógł polegać, a pistolet to za mało. Musiał znaleźć coś jeszcze. Tylko skąd on może wziąć broń w miejscu, gdzie jak sprzedawca nie ma humoru to i jedzenia ci nie sprzeda. Jedyna osoba, która przyszła mu do głowy to Philip. Jak ktoś w okolicy może wiedzieć, gdzie da się ją dostać to tylko on.
Kris wziął tylko portfel, w którym miał wszystkie pieniądze, dokumenty, oraz klucze od starego auta, martwego od dawna ojca. O tej porze mało kto wychodził z domu, ze względu na patrole, które mogą zrobić wiele, w zależności od humoru. Wyjechał z garażu i skierował się do obwodnicy, by nie musieć jechać przez centrum, gdzie było zdecydowanie więcej blokad, mimo, że Philip mieszkał po drugiej stronie miasta. Po półgodzinnej, spokojnej jeździe dotarł pod jego dom i zaczął się dobijać do jego drzwi.
Gdy zobaczył, że drzwi się otwierają padł na ziemię i usłyszał chwilę później wystrzał. Prawie zapomniał o jego ciężkim przywitaniu. Nie zdążył się jeszcze podnieść, a już usłyszał znajomy głos.
-Kris, co ty tu robisz? - spytał jego przyjaciel pomagając mu wstać.
-Potrzeba - odpowiedziałem krótko.
-Przychodzisz mi do domu, tylko dlatego, że chce ci się srać? - odpowiedział mi żartem, jak miał w zwyczaju.
-Nie, szyfr. Eric jest złapany - szybko wytłumaczyłem.
-Czekaj, ten co wie gdzie kiedyś CGV trzymał cały arsenał i ma swoją bazę? - spytał mnie żartem, jednak tym razem bardziej poważnie, bo zaczął czegoś szukać po szafach. - To jedyna osoba, co to wie, prawda?
-Tak. Masz jakiś pomysł?
-Kojarzysz, może ten naszyjnik co każdy z CGV dostał? Nie odpowiadaj, w tym jest elektronika, która nie tylko ma nas powiadomić kiedy musimy wrócić, ale też pozwoli nam znaleźć ten wisiorek. Wybacz, że dowiedziałeś się o tym dopiero teraz.
No dobrze Towarzysze. To jest pierwszy rozdział, tego czegoś. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Tak to się dzieje w Polsce, a dlaczego są takie imiona? BO MOGĄ!
Zachęcam do reklamacji bloga!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz