Philip przywiózł Krisa do starego magazynu, z którego na początku wojny wszytko wyniesiono, a potem o nim zapomniano. Dwa lata temu rozwinął się tu czarny rynek, na którym dało się kupić wszystko, od fałszywych dowodów, po broń ciężką. Kris nie rozumiał tylko dlaczego tutaj są, rozumiał że potrzebują broni, ale w tym miejscu była ona niewyobrażalnie droga. Jednak zamiast zostać w części handlowej, weszli na tyły budynku, gdzie było centrum komunikacyjne, dla ludzi spoza Nevergir. Siedział tam jeden człowiek. Niewysoki, łysy mężczyzna o błękitnych oczach, na sobie miał czarny, poszarpany dres. Robił coś na komputerze, więc nie zauważył wchodzących.
-Marks - zaczął mówić Philip, a mężczyzna podniósł pistolet maszynowy, by zastrzelić intruzów, ale zobaczył kto przyszedł i opuścił go na dół, jednak nic nie powiedział. -Jest sprawa, potrzebuję z kimś porozmawiać.
-Klan?-spytał po chwili ciszy.
-Też, ale nie bezpośrednio. Jeszcze - odpowiedział mu Philip.
Tym razem Marks się nie odezwał, a tylko obrócił się na krześle i zaczął coś robić w drugim komputerze, co jakiś czas zerkając na ten pierwszy. Po chwili spytał się o dane, a Philip mu odpowiedział, że ma kartę. Wtedy wskazał na dosyć spore urządzenie, które zostało stworzone na potrzeby walki partyzanckiej. Brunet właśnie tam włożył kartę dostępu.
Po chwili powiedział, że musi znać położenie jednego gościa, powiedział też krótki kod. Po dłuższej ciszy w końcu się odezwał i podziękował swojemu rozmówcy. Następnie wstał, zasalutował Marksowi i kiwnął Krisowi, by wychodzili.
-I jak? - spytał Kris gdy wyszli z magazynu.
-Nie, Nevergir nie ma tam bazy. Co nie znaczy, że nie jedziemy - odpowiedział mu Philip.
Kris nic nie odpowiedział, tylko wsiadł do samochodu. Philip znowu był kierowcą, bo on wiedział lepiej gdzie i jak mają jechać. Dzisiaj, mimo że wojna dalej trwa, na drogach widać więcej samochodów cywilnych, niż jakichkolwiek frakcji. Przynajmniej w miejscu gdzie do frontu jest daleko, a na szczęście stąd do najbliższej linii starć było dobre tysiąc kilometrów. Jednak wciąż było widać patrole, mniej liczne i rzadsze, ale jednak.
Po jakiejś godzinie zatrzymali się w lesie, Philip sięgnął po plecak, który był na tyle samochodu i wyjął z niego pistolet maszynowy, po czym podał go Krisowi. On sam wyciągnął drugi, podobny do pierwszego.
-W okolicy ma być jeden budynek, niewielki magazyn. Współrzędne kierują się w te okolice, ale nie mogę obiecać, że dalej tu jest - poinformował Krisa Philip.
Kris tylko kiwnął głową i chciał wyjść, ale Philip przytrzymał go zanim zdążył otworzyć drzwi.
-Jest jeszcze coś. To nie jedna osoba z klanu co tam jest - powiedział, jakby z trudem.
-Kto? - spytał prawie natychmiast Kris.
-Susan.
Tak, wiem. Długo czekałeś/aś(bo pewnie jedna osoba to czyta), ale 1. nie chciało mi się tego pisać 2. przypomnieć sobie co ja napisałem te dwa lata temu(właściwie to prawie trzy) to nie lada wyczyn. Pewnie pomyślicie "dlaczego nie skopiujesz?" Odpowiedź prosta - było tylko na poprzednim blogu(który był w lepszym serwisie niż ten badziewny blogspot), a że go kiedyś musiałem wyczyścić(nie wnikać) to teraz odtwarzam z pamięci. Ogólnie bardzo żałuję, tego co z nim zrobiłem bo wielu ludzi go czytało i nawet na niego wchodziło, po tym jak przestałem tam cokolwiek wstawiać. pół tysiąca czytelników to jednak coś, nie? Ale mimo to bardziej szkoda mi tych wszystkich wypocin co wtedy potworzyłem. No nic, trzeba je napisać jeszcze raz, ale tym razem w lepszej formie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz